Tak powstawał re-aktor

Jak to się zaczęło? Tamten styczniowy wieczór pamiętam dobrze.

Zima 2005 nie była mroźna, więc tupanie przed drzwiami oznaczało świeży śnieg. Michał wszedł z rozmachem, czapkę i rękawiczki rzucił na krzesła, pod pachą trzymał zwinięty w rulon scenariusz. Pracowaliśmy nad sztuką o terroryzmie, on grał zakładnika, a teraz właśnie pierwszy raz spóźniał się na próbę indywidualną.

– Powiedziałem mu – zaczyna Michał zamiast tekstu sztuki. Nie czekając na moją reakcję ciągnie – Marudził już w czasie obiadu, jak zwykle, że to strata czasu. Ja kończę już ziemniaki, a on, że Sławek jako student już taką kasę w biurze projektowym trzepie. Gula rośnie mi w gardle, ale mówię sobie, spokojnie, weź oddech, odchyl głowę do tyłu, więc przełykam i startuję: „Tato… nie jestem po to… żeby spełniać twoje oczekiwania…” Na słowach „nie jestem” jeszcze drżał mi głos, ale zrobiłem pauzę, przypomniałem sobie o oddechu i powtórzyłem, ale teraz już spokojnie. Spokojnie, choć z naciskiem… – Michał patrzy na mnie spocony, a kiedy lekko się uśmiecham, z ulgą dodaje – To działa.

I tak to się zaczęło. Dowód, że teatr działa, stał właśnie przede mną i ściągał kurtkę. Michał miał ojca, który zawsze marzył (nie tylko po cichu), że syn będzie architektem. Codziennie dawał więc do zrozumienia, że zajmowanie się teatrem to głupota. Michał nie umiał zareagować, bo ojciec jednocześnie opłacał jego kurs aktorski. A my, pracując nad rolą ofiary terrorystów, rozmawialiśmy o tym i ćwiczyli możliwe reakcje.

Michał to model, postać złożona z wielu osób, z którymi teatralnie pracowałem przez 5 lat. Te doświadczenia sprawiły, że zacząłem myśleć, jak wykorzystać teatr poza teatrem.

Potem, kiedy miałem już za sobą doświadczenia menedżerskie i pracowałem jako trener, w naturalny sposób wracała do mnie myśl o tym, żeby wykorzystywać teatr w pracy szkoleniowej. Zebrałem aktorów i zacząłem opracowywać metodę teatralnych szkoleń menedżerskich. Metoda Re-Aktor swój ostateczny kształt uzyskała w 2010 roku, kiedy ukończyłem kurs technik teatralnych na Middlesex University w Londynie. 

Rok później zaczęły się pierwsze rynkowe testy metody i powstały pierwsze scenariusze. Początki nie były łatwe, niewiele firm gotowych było zainwestować w tak nietypowe szkolenia.

Dziś mamy za sobą ok. pięćdziesiąt szkoleń menedżerskich metodą Re-Aktor i wiele innych działań rozwojowych wykorzystujących metody teatralne. Niektóre z tych metod na stałe włączyliśmy do repertuaru naszych autorskich rozwiązań. I wiemy, że to nie koniec, potencjał wykorzystania aktorów jako zastępczych pracowników, luster samoświadomości, worków do treningu emocjonalnego, instrumentów feedbacku, żywego testera grupowych zachowań i czego tam jeszcze chcecie – rośnie. Z ciekawością czekamy na to, co przyniesie przyszłość.